12 miesięcy, 12 zdjęć: podsumowanie naszego roku 2016 2026

Michael Goldman

Kolejny rok dobiega końca, cholera, jak ten czas leci… Ale jesteśmy bardzo szczęśliwi, rok 2016 był dla nas bardzo dobry. Mogliśmy cieszyć się kilkoma miesiącami w domu, pracując zdalnie i ulepszając stronę internetową, ale mieliśmy też czas na podróże, zarówno w pojedynkę, jak i z rodziną i przyjaciółmi. Oto podsumowanie naszego 2016 roku w 12 zdjęciach – mały wgląd w nasze życie w ciągu ostatnich 12 miesięcy…

| Styczeń #domsłodkidom

Nie mieliśmy pojęcia, co przyniesie nam 2016 rok. Rozpoczęliśmy go w Sigüenzie, a kilka dni później pojechaliśmy do Vera, niedaleko Cabo de Gata, naszego małego biura, kiedy jeszcze tu jesteśmy. Niedawno wróciliśmy ze Sri Lanki i zapragnęliśmy spokoju, rutyny, pracy i życia w Andaluzji, która, jak można się domyślić, nie jest złym miejscem. Wycieczki rowerowe, cieszenie się słońcem i pustymi plażami, tapas tu, kreatywne wyzwania tam (jak moje ukochane #100dninormalności)… Aleee… dwa tygodnie później mieliśmy już zarezerwowaną nową podróż. Jesteśmy uzależnieni, nie da się tego uniknąć 😛



| Luty #skakaniepokapitałach

Po świętowaniu ostatnich urodzin w Hue (Wietnam), Dambulli (Sri Lanka) i Queenstown (Nowa Zelandia), tym razem musieliśmy zdmuchnąć świeczki (a raczej zjeść pizzę) w Rzymie, jednym z naszych ulubionych miast. A na tym prezent się nie skończył: spędziliśmy 2 tygodnie zwiedzając stolicę Włoch, stolicę Grecji i stolicę Niemiec. Jeśli Rzym już nas rozkochał, to nie mieliśmy pojęcia o miłości od pierwszego wejrzenia, która czekała nas w Grecji: Ateny to... Ateny, niesamowite, po prostu niesamowite. Berlin jednak nie zdołał zrobić na nas wrażenia (może dlatego, że było trochę zimno, bo, kurczę, było zimno!). Za to currywurst trafił w nasze żołądki.


Sponsored

| Marzec #uderzwklawiaturę

Wróciliśmy do Very, po raz kolejny, z zamiarem pozostania tu na jakiś czas. Musieliśmy pisać, poprawić parę rzeczy na blogu, zaczęliśmy też pracować jako copywriterzy dla innych portali, jednym słowem… musieliśmy rzucić się na klawiaturę. I zrobiliśmy to. Tylko, po raz kolejny, zarezerwowaliśmy kolejną podróż. Ups, znowu to zrobiliśmy!

| Kwiecień #weeatitaly

Jeśli Włochy nas wzywają, jedziemy je zobaczyć, i to wszystko. I oczywiście pojechaliśmy. Odwiedziliśmy (po raz enty) Wenecję, gdzie odkryliśmy jej najbogatszy i najtańszy świat gastronomiczny, zachwyciliśmy się miasteczkiem Lety (ech, jednym ze 100 najpiękniejszych miasteczek we Włoszech. Fagagna, kochamy cię), na nowo odkryliśmy Udine i wróciliśmy do Triestu, najmniej włoskiego włoskiego miasta. Kwiecień był czasem spotkań: jedna z moich najlepszych przyjaciółek ze studiów wyszła za mąż, a my spędziliśmy wspaniały czas z wieloma kolegami z Padwy.

| Maj #toskanimojemiłość

Toskania była gwiazdą naszego maja. Spacerowaliśmy po Florencji, kilometrami posągów, fasad, kolorowych samochodów, birra moretti, zapierającymi dech w piersiach widokami, targowiskami i kanapkami, które, wow, są tak pyszne, że tuczą duszę. A potem wypożyczyliśmy biały samochód, którym ruszyliśmy w podróż po regionach Chianti, Val d'Orcia, Maremma i Piza. Toskania była marzeniem małego podróżnika, które okazało się wspaniałym miejscem, oddalonym o zaledwie jeden lot. Na pewno tam wrócimy.

| Czerwiec #życieopiekunadomem

No cóż, bądźmy szczerzy: mamy sporo szczęścia. Ogólnie rzecz biorąc (chociaż, jeśli mogę tak powiedzieć, Roberto ma jeszcze więcej szczęścia, ten chłopiec urodził się z kwiatkiem w tyłku). Po doświadczeniach z opieką nad domem w Nowej Zelandii wiedzieliśmy, że chcemy to zrobić ponownie. Gdzie? Jednym z kierunków, który najbardziej przykuł naszą uwagę, było południe Portugalii, Algarve. I… tak, zgadliście. Pojawiła się oferta opieki nad domem, poprosiliśmy o nią i po dwóch tygodniach byliśmy w Algoz, bardzo blisko Albufeiry, aby zaopiekować się dwoma bardzo miłymi psami (i kilkoma ptakami, które odkryliśmy przypadkiem, patrząc na lodówkę – te ptaki też mają szczęście). To były dwa intensywne tygodnie spacerów z Tomem i Pegs, wycieczek na niesamowite plaże i do typowych wiosek, pływania w basenie i nowych projektów podróżniczych.


Sponsored

| Lipiec #istriawithdaddies

Istria Chorwacja

Nowym projektem podróżniczym była podróż z rodzicami Lety. Cel podróży? Chorwacja. Kiedy odwiedziliśmy ją podczas naszej podróży Interrail przez Bałkany, wydawała się ciekawym, pięknym krajem z uroczymi plażami. Pomyśleliśmy wtedy: „Laura (mama Lety) pokocha Doriano, bo Doriano ma duszę podróżnika i kocha wszystko, co znajduje się dalej niż 10 km od jego domu (chociaż dla niego stolicą świata jest Cavarzere, miasto, w którym się urodził)”.

Spędziliśmy 10 dni w Puli i dzięki rekomendacjom naszego gospodarza z Airbnb mogliśmy odkryć najlepsze plaże w okolicy, a także niesamowite miasta takie jak Rovinj i tak zwana chorwacka Toskania. Jeśli szukasz typowo europejskiego celu podróży w całkiem niskiej cenie… Chorwacja! Nie wahaj się.

| Sierpień #dwaplecakinarejsie

Pewnego sierpniowego dnia dostaliśmy zaproszenie na rejs z Wenecji na Rodos. My? Na rejs? Hej, czemu nie? Więc prawie bez namysłu wybraliśmy się na małą wycieczkę, która zabrała nas do Wenecji, Splitu, Korfu, Santorini, Heraklionu i Rodos. Mieliśmy pewne uprzedzenia do rejsów i, wow, nie wiedzieć czemu, pokochaliśmy to doświadczenie tak bardzo, że nie mielibyśmy nic przeciwko jego powtórzeniu. (Gdyby to było na Karaibach, tym lepiej XD).


Sponsored

| Wrzesień #madridesmuchamadrid

Pierwszego września spacerowaliśmy po ulicach Madrytu, miasta, które nigdy nie zwróciło naszej uwagi. Odwiedziliśmy je kilka razy, ale Barcelona to Barcelona. Tym razem jednak mieliśmy do stolicy ogromny sentyment. Mieliśmy nawet ochotę spędzić trochę czasu w apartamencie w Malasaña, ale… 25 września wsiedliśmy do samolotu do Bangkoku. Z Valeriano, rodzicami Roberta.

| Październik #thevalerianosforasia

Spędziliśmy z nimi cały miesiąc. Odwiedziliśmy Bangkok, Sukhothai, Chiang Rai, Chiang Mai, Kuala Lumpur, Melakę, Bali i wyspy Gili. Angelines i Valeriano świetnie się bawili (chociaż sporo biegaliśmy) i mamy mnóstwo wspaniałych wspomnień z tej podróży, jak choćby ten, gdy Valeriano otworzył małe pudełko w hotelu, myśląc, że w środku są cukierki, a jednak to nie były cukierki XD, albo zachody słońca z wysp Gili, popołudnia przy basenie w Kuala Lumpur, pierwszy pad thai w najbardziej obskurnym barze na plaży przy Rambuttri Road, szaleni taksówkarze w Bangkoku, zupa rzodkiewkowa... Piąty rok z rzędu postawiliśmy stopę na kontynencie azjatyckim. Czy uda nam się postawić stopę w Ameryce w 2017 roku?

| Listopad #cyfrowinomaci

Zostawiliśmy Waleriany w samolocie do Szanghaju (i sprawiliśmy, że biedactwa miały trudną przesiadkę XD) i wsiedliśmy do kolejnego samolotu do Chiang Mai. Spędziliśmy cały listopad (tak, znów doświadczyliśmy Loy Krathong!) w tym mieście na północy Tajlandii i czuliśmy się tam tak komfortowo, że opuszczenie naszego małego mieszkania było trudne. No cóż, opuszczenie mieszkania, motocykla, Mohy (przyjaciela z Tokio, kiedy pracowaliśmy poza domem), kawiarni, targów, food courtu w Maya. Buuu, chcę tam wrócić. Chiang Mai, gdy odwiedza się je jako turysta, jest fajne, ale gdy doświadcza się go od środka… jest jeszcze fajniejsze!

| Grudzień #TajlandiaZKolegami

Opuściliśmy Chiang Mai tylko z jednego powodu: Soufi. Ten mały drań jest jednym z naszych najlepszych przyjaciół i w końcu postanowił nas odwiedzić w Azji. Zwiedziliśmy z nim nieznane nam rejony, takie jak Buriram w środkowo-wschodniej Tajlandii, gdzie znajdują się niesamowite khmerskie świątynie i gdzie, oprócz zostania oddanymi członkami ich drużyny piłkarskiej, skończyliśmy na jeździe na trzech policyjnych motocyklach (zauważcie, nie zabrali nas do więzienia, tylko zrobiliśmy „motostop”), albo na wyspie Koh Mook (+ wycieczka na piękny Koh Kradan… miejmy nadzieję, że za kilka lat nadal będzie tak wyglądać, choć mamy co do tego wątpliwości). Odwiedziliśmy też Bangkok (tym razem spędziliśmy dni w stolicy bardzo spokojnie) i Ao Nang (ech, cyrk turystyczny z każdym dniem robi się tam coraz większy… opowiemy Wam o nim więcej później :-p).


Sponsored

To była wspaniała podróż, ale z Soufim nie mogło być inaczej. Zawsze będziemy pamiętać zimne Changi, budzik o 5 rano, zwinięte węże, „Oszukali cię” i uliczną bójkę (z wyrwanym nawet kosmykiem włosów) między sprzedawczynią naleśników a sąsiadką z góry 😮 (Felipe, za każdym razem, gdy się spotykamy, dzieje się coś dziwnego, haha).

Tak, święta w domu. Z miejsca, w którym teraz piszemy. Rober w Sigüenzy, a ja w Fagagnie. Nie możemy się doczekać rodziny, relaksu, pracy, powrotu do Very i powrotu do codziennych zajęć. I żeby jak najszybciej zarezerwować kolejny lot. Oczywiście.


Sponsored

Michael Goldman

Author

Michael Goldman

Michael is an award-winning online reporter and content writer with over a decade of experience covering technology, business, and digital culture. His investigative features have been published in leading outlets such as Wired, The Verge, and Forbes, earning him recognition for accuracy and depth.



Get Lifetime Access to the Lastest Movies, with Exclusive Offers & Free Express Order Delivery.

Woman in the kitchen